czwartek, 15 listopada 2012

Tu i teraz.

No tak, w końcu się zmotywowałam i piszę notkę !! Jako, że dziś mam wolne, angielski odwołany (nauczyciel chory) to sobie pospałam. Cały dzień  w domu przesiedziałam, z chęcią poszłabym na miasto czy gdziekolwiek ale powiem szczerze, że ta odległość do centrum mnie zniechęca. Teraz już wiem, że jak będę szukać host rodzinki w Stanach to tylko w mieście bądź bardzo blisko miasta :)
I od przyszłego tygodnia zabieram się za rower, co będzie stał i się kurzył?


Korzystając z wolnego czasu wrzuciłam trochę zdjęć do sieci, w razie czego. Już się nie mogę doczekać jak po powrocie do Polski je wywołam i będę układać w albumie :-) Wyczesałam też kociaka, jak widać na zdjęciu był bardzo zadowolony :P Oprócz tego zrobiłam też foto mojego obecnego pokoju :P

Pokój mi się ogólnie podoba, jest dość przytulny. Jedynym minusem jest to, że nie ma małego stoliczka/biurka i jak chcę coś pisać czy się pouczyć angola to muszę to robić na kolanach co na dłuższą metę jest męczące... Ta szafka obok pufy jest tymczasowo, jest ona z innego pokoju. Był mały remont i mi ją  wrzucili do pokoju na chwilę....Próbowałam ją wykorzystać jako stolik ale nie da rady...
No i obiecuję sobie, że będę częściej pisać notki! Jest tyle rzeczy o których zawsze chcę napisać, tyle zdjęć to wklejenia....ale zawsze mi się nie chcę. A szkoda, bo jak już skończy się moje operowanie to fajnie będzie wejść na bloga, poczytać i powspominać :)

czwartek, 18 października 2012

Jak ten czas leci.....

Jestem w Irlandii już prawie trzy tygodnie. Zleciało mi to bardzo szybko ale gdzie tam do czerwca....Jak narazie jest dobrze, chociaż wiadomo wszystko ma swoje plusy jak i minusy. Minusem na pewno jest to, że mieszkam na farmie i do miasta mam prawie 1,20 h na piechotę. Mogę iść na autobus z tym, że do najbliższego przystanku mam jakieś 30-40 minut piechotą, potem jeszcze trzeba jechać autobusem. Dlatego z reguły idę już całą drogę na nogach. Plusem jest na pewno to, że hości są bardzo pomocni, mogę się zapytać o co chcę,jak potrzebuję to mnie przywożą z miasta.

W byciu au pair najbardziej podoba mi się to, że mogę zwiedzać nowe miejsca, poznawać nowych ludzi. Póki co udało mi się pojechać na wycieczkę do Dingle a także do Cobh, muzem Titanica. Widoki w Dingle piękne! W życiu nie pomyślałabym, że Irlandia może być aż tak piękna. Dużo, bardzo dużo zieleni. Sama droga do miasta może być przyjemna mając takie widoki przed sobą. A właśnie! w niedzielę jak będę szła do miasta zrobię parę zdjęć i tu wrzucę. Teraz pare zdjęć z wycieczki do Cobh :)

Muzeum Titanica




Cobh
oraz z Dingle....






Jeśli chodzi o dzieci ....jak to z dziećmi. Pierwszy tydzień był okropny pod tym względem. Mała ciągle mi ryczała, dosłownie o byle co. Wystarczyło, że się na coś nie zgodziłam a ona od razu w ryk, ale nie na chwilę...oj nie! To mogła trwać bardzo długo, zazwyczaj aż nie wypatrzyła ojca czy mamy i do nich nie poleciała z płaczem. Pierwszy raz widziałam takie spazmy u dziecka, dziwne tym bardziej dla mnie dlatego, że nie płakała dlatego, że stało się coś strasznego ale o byle co. Po pierwszym tygodniu, gdy mała znowu ryczała (już nie pamiętam o co...) hostka się wkurzyła, gdy jej powiedziała, że ryczy o byle co. Powiedziała, że oczekuje poprawy i że jak była ich poprzednia au pair nie mieli takich problemów (kur wa, no! ). Dlaczego, sobie pomyślałam? Może dlatego, że ja nie pozwalam jej na wszystko bo uważam że jako dwulatka nie musi mieć wszystkiego co chce i nie wszystko się kręci wokół niej? Dalej tak uważam ale ja nie przyjechałam tutaj kogoś wychowywać ale opiekować się. Dlatego teraz robią tak jak hostka, czyli na większość rzeczy co chce to jej pozwalam. I wiecie co? Po trzech tygodniach widziałam już tyle sytuacji, że wiem że to nie jest moja wina jeśli chodzi o zachowanie małej. Bo potrafi tak się zachować w stosunku do mamy czy taty. Może przechodzi teraz taki okres, że ciągle się buntuje? Nie wiem, ale jest troszkę lepiej niż na początku. Teraz sama chce się ze mną bawić itp. co dla mnie jest miłym zaskoczeniem. Zoabczymy jak to będzie dalej....

poniedziałek, 1 października 2012

zielono mi :)

No więc, pierwszy dzień tradycyjnie. Czyli miałam ochotę się spakować i wracać do domu. Teraz jest już dobrze, mam nadzieję, że wszystko będzie ok. Dziś był troche ciężki dzień ale początki często są trudne. Irlandia piękna, przynajmniej z tego co narazie widziałam. Jutro mam wolny dzień więc zamierzam wybrać się do miasta. Punkt pierwszy? Punkt informacji turystycznej. Muszę zabrać jakieś przewodniki i zobaczyć co warto zwiedzić. Będę siedzieć i kminić o co chodzi, ze słownikiem. No ale chyba wyjdzie mi to na dobre jeśli chodzi o mój angielski :) A jeśli już o tym mowa to muszę sobie zrobić listę nowych słówek, dziś chciałam coś powiedzieć do dzieciaków i mi słów brakowało. Nie wiem, co mam zrobić ze świętami? Hostka mi powiedziała, że mogę jechać do domu ale jeśli chcę to mogę zostać, to nie jest problem. Zostać, zobaczyć jak wyglądają święta w Irlandii? Udało mi się umówić z dwiema dziewczynami na czwartek, jedna z nich to Polka. Cieszę się, może uda mi się z nimi umówić potem na jakieś zwiedzanie.

A teraz kilka rzeczy, które mnie zadziwiły od kiedy tu jestem (no aż 3 dni :):

1. Irladczycy chodzą po domu w butach.
2. Nie obierają ziemniaków ze skórki, czyszczą szczotką i wrzucają do gara.
3. Do obiadu, a także innych posiłków podają wodę....z kranu. Oczywiście piją także inne napoje, jednak jeśli chodzi o wodę to z kranu.

Aha, bym zapomniała. W środku nocy się przebudziłam bo poczułam, że mnie coś łaskocze po twarzy...a to kocur! Co za cwaniaczek! Popatrzał na mnie po czym wygodnie ułożył się na łóżku i poszedł spać. No cóż, jest uroczy to mu wolno :)

sobota, 1 września 2012

ciasteczkowy potwór :)

Jak miło gdy sobie pomyślę, że od października nie będę musiała zrywać się w weekendy na uczelnię. Jeszcze tylko zaliczyć egzamin we wrześniu i zapomnieć. Oczywiście ja już wczułam się w klimat i zamiast zakuwać do egzaminu... no właśnie, siedzę przy garach ( a raczej piekarniku) i w końcu mogę robić to co lubię a na co wcześniej nie miałam czasu ( teraz jeszcze też zbytnio go nie mam no ale... ). Dobra, od jutra zabieram się do nauki ! ( tu tu srutu ... )

 Tymczasem się pochwalę, co prawda przed samą sobą bo prawie nikt tu nie zagląda ale co mi tam :).

Babeczki tęczowe, hihi przepis wzięłam z : http://www.domowe-wypieki.pl/przepisy-muffinki-i-babeczki/179-przepis-na-kolorowe-muffinki , poniżej zdjęcia moich babeczek :)

 Trochę zabawy z tym jest ale jak ktoś lubi to czemu nie :)

Kolory super, mój palce oczywiście spotkał się z barwnikiem, a jakże.

:)

środek po upieczeniu.










Muszę się przyznać, że te kolorowe zrobiłam z myślą o moich chrześniaku bo miał wczoraj urodziny, które dziś były odprawiane. Jego reakcja hmm, nie powiem zaskoczyła mnie. Brzmiało to mniej więcej "Fuj! one są kolorowe! " (ehh dzieci i ich bezpośredniość). Jak już przekonał się, że kolory nie gryzą to zjadł, ogólnjie to babeczki się rozeszły ( dobre były to się rozeszły :D ) :).

Tutaj drugie babeczki (w towarzystwie kolorowej), z batoników bounty i z malinami, jak dla mnie pycha :)
Przepis : http://www.domowe-wypieki.pl/przepisy-muffinki-i-babeczki/170-przepis-na-muffinki-z-batonikami-bounty-i-malinami






Jak już się chwalę to wrzucę jeszcze moją pierwszą szarlotkę, tydzień temu robiłam ale nie było kiedy notki napisać.



I tak mi mija weekend, a na starość to sobie kota kupię bo w kuchni przy garach to ja swojej drugiej połówki nie znajdę :)

sobota, 25 sierpnia 2012

Chyba nic z tego nie będzie....

Niestety ale się nie udało. Szukam teraz rodzinki w Europie, może znajdę jakąś rodzinkę pół-polską. To by mi ułatwiło sprawę, jakby udało mi się pojechać na 6 miesięcy to język bym podszkoliła, nowe referencje bym miała żeby wrzucić na aplikację. Trudno, jak nie teraz to potem. Nie odpuszczę sobie.


czwartek, 9 sierpnia 2012

Jak mi się marzy iść sobie spacerkiem na plażę, położyć się wygodnie na ręczniku i wsłuchać się w szum morza....ehh a w rzeczywistości trzeba latać ze ścierą i sprzątać po remoncie. Plus tego taki, że pokój wygląda fajnie. Jeszcze 3 dni i do pracy. Koniec lenistwa. I nic więcej już nie napiszę chociaż bym chciała ale się boję, że zapeszę i nic nie wyjdzie. Chociaż jak teraz przychodzi co do czego to mam mieszane uczucia, że może jednak to nie jest dobry pomysł?


czwartek, 2 sierpnia 2012

Wszystko co dobre....

No i niestety, ale wczoraj powrót do kraju. Szkoda, nawet bardzo szkoda. Było super, piaszczysta plaża, bez kamieni i innych dziwactw. Na plażę blisko, do centrum także. W Grecji byłam drugi raz, pierwszy raz 7 lat temu, teraz podobało mi się o wiele bardziej. Najbardziej wycieczka na wyspę Skiathos, super rejs i zabawa na statku. Widoki przecudowne, sama wyspa także. Te białe domki z niebieskimi okiennicami są urocze :).

Wyspa Skiathos





Wycieczka do Aten także udana. Chociaż upał był okropny, co innego pluskać się w morzu w taki skwar a co innego zwiedzać, ale dało się przeżyć. Chciałbym jeszcze zwiedzić Saloniki, pojechać na górę Olimp bo nie byłam, chociaż wiele osób twierdzi, że wycieczka na Olimp jest nudna i nic tam ciekawego nie ma. Szkoda, że ceny tych wycieczek takie wysokie, być może jeszcze kiedyś uda się odwiedzić Grecję. Wątpię  bo jak będzie okazja za rok gdzieś pojechać to marzy mi się Egipt lub Włochy :). No ale nigdy nic nie wiadomo, nie spodziewałam się, że uda mi się jechać do Grecji drugi raz..

Akropol

Z Ameryki cisza. Nie wiem co mam ze sobą zrobić,chcę coś zmienić, nie chcę robić tego co robię teraz. Nie wiem czy mam jeszcze czekać czy szukać czegoś w Europie. Weszłam dziś na stronkę au pair world, trochę tych ogłoszeń jest. Z drugiej strony boję się  tak jechać, jakbym jechała przez agencję czułabym się bezpieczniej.

Dziś niespodziewany telefon, ciotka od strony ojca. Z nim to ja nigdy dobrego kontaktu nie miałam, przez ostatnie parę lat to nawet wcale. Ją za to wspominam dobrze, często nas zapraszała na wakacje, ferie itp. Chwilę z nią porozmawiałam, być może się spotkamy. Wieczorem drugi niespodziewany telefon, od babci ze strony ojca. Pytała się czy mogę jutro przyjść i się zgodziłam. Nie byłam tam tyle lat, że trochę się denerwuję. Szczerze to wolałabym żeby ojca (ojca? to dla mnie obcy człowiek...) tam nie było, nie mam ochoty się z nim widzieć.

A tak poza tym to wysłałam zdjęcia z Grecji do wywołania.162  fotki, super będę miała co robić. Ostatnio mam manię na punkcie oglądania, wyciągania z albumu i układania na nowo zdjęć. I tak sobie myślę.... będę miała teraz wolne weekendy, szkoła mi się skończyła a na magisterkę się póki co nie wybieram więc zapiszę się chyba na rosyjski :). Oglądałam już oferty szkół, jutro będę dzwonić i się pytać o lekcje indywidualne. To by mi bardziej odpowiedziało, ze względu na to, że pracuję na zmiany i nie chciałabym opuszczać zajęć. Na studiach miała rosyjski, bardzo mi się podobało ale ze względu na brak czasu nie mogłam poświęcić na naukę tyle czasu ile bym chciała. Praca fizyczna to jest masakra, przychodzę po pracy taka zmęczona, że na nic nie mam siły, a przez ostatnie 3 lata nie mogłam odpocząć nawet w weekendy bo były studia. Teraz to sobie odbiję :).